wtorek, 26 maja 2015

Maj majowi majem

Jeszcze w tym miesiacu notki nie bylo, wiec trzeba koniecznie to nadrobic ;)
Maj przeminal na pelnym speedzie, moze dlatego, ze pracujac dni leca szybciej..?
Juz zaraz lato! U nas oczywiscie goraco, choc sporo wieje i bywaja rowniez chlodniejsze dni - chlodniejsze czyli po 20 stopni ;) Z okien recepcji podgladam jak ludzie relaksuja sie na basenie i czasem az mnie skreca ;) Ogolnie w pracy juz sie zaklimatyzowalam, jestem zadowolona i generalnie bardzo chcialabym zostac po sezonie, ale szansa jest minimalna... poza sezonem praktycznie nie ma pracy, choc rezydencja znajduje sie przy polu golfowym, wiec czesto goscimy u nas golfistow, a club otwarty jest caly rok. Pod koniec wrzesnia okaze sie co dalej ze mna, choc nie ukrywam, ze nie bardzo mi sie chce szukac znow pracy. Zadomowilam sie i dobrze mi tam, poki co :)

Poza tym nasze malenstwo rosnie jak na drozdzach i za niecale 2 tygodnie bedzie w koncu z nami. Do tej pory hodowle odwiedzilismy 3 razy, podgladajac jak rosna i rozwijaja sie maluchy. Cos pieknego :)


Bieski - bo tak nazwalismy naszego (nie)bieskiego whippeta - jest po prostu cudowny :) Mam wrazenie, ze powstala miedzy nami juz jakas wiez, dzieki temu, ze tak czesto go odwiedzamy ma okazje sie do nas wczesniej przyzwyczaic. Jest naprawde kochany :)

Tak nasze slonce wyglada w wieku 6 tygodni:




Takze jak widac sporo urosl ;) Wlasciciele hodowli twierdza, ze Bieski uwielbia sie wylegiwac i na tle swojego szalonego rodzenstwa jest raczej spokojny, ale podczas naszej ostatniej wizyty byl bardzo aktywny, zaczepial nas, chetnie sie bawil, ale tez dawal glaskac i miziac :D


Gdybym mogla wzielabym cala gromadke, ale nawet hodowcy odradzaja branie 2 szczeniakow na poczatek hehe ;)

Hodowla miesci sie w malym miasteczku o nazwie Puéchabon, ktore lezy w niezwykle urokliwej okolicy. Przy okazji wizyty postanowilismy zatem troche pozwiedzac i wybralismy sie do przepieknej Grotte de Clamouse:



zrodlo: Internet

Wejscie do groty dla osoby doroslej kosztuje 9.80 €. W cenie dostajemy 1.5 - godzinne zwiedzanie groty wraz z przewodnikiem.
Zaraz obok znajduje sie zapierajacy dech w piersiach most Pont du Diable nad rzeka l'Hérault (od ktorej pochodzi nazwa departamentu, w ktorym mieszkam) i plaza dostepna dla wszystkich:



zrodlo: Internet

Ostatnio na tej plazy byly tlumy, wiec latwo wyobrazic sobie, co sie tam dzieje w pelni lata :) Kolor wody jest przepiekny!! Moze kiedys uda nam sie wybrac tam na kajaki.
Langwedocja wciaz zaskakuje mnie swoim pieknem...

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Plan zrealizowany!

Tak sobie ostatnio podczytywalam moje wczesniejsze notki, te sprzed wyjazdu do Francji i uznalam, ze bardzo duzo bylo we mnie nadziei ;) No bo przeciez ja sobie wszystko zaplanowalam - intensywny kurs francuskiego, szybkie nauczenie sie jezyka na wysokim poziomie i znalezienie satysfakcjonujacej pracy. Co ja sobie myslalam? Przeciez nie zawsze jest tak kolorowo... ludzie nie potrafia ogarnac jezyka, twierdzac, ze jest za trudny, szukaja pracy miesiacami, a nawet latami... skad sie wziela we mnie ta pewnosc, ze po prostu sie uda? Dlaczego nie bralam nawet innej opcji pod uwage?
Coz, chyba moge w takim razie napisac, ze jestem szczesciara ;) Moj plan emigracyjny zostal zrealizowany. Po 8 miesiacach od przyjazdu do Francji moge powiedziec, ze znam jezyk i mam prace. Prace, z ktorej jestem zadowolona i ktora jest podobna do tej, ktora wykonywalam w Polsce. Wszystko jest efektem mojej ciezkiej pracy i upartych poszukiwan, ale na pewno mialam troche szczescia ;)
Pracy zaczelam szukac pod koniec lutego. Z rozsylania CVek nikt sie nie odezwal, za to po targach pracy zadzwonilo do mnie kilku pracodawcow :) Przyjelam pierwsza i jednoczesnie najlepsza oferte, w efekcie ponad tydzien temu zaczelam prace w hotelu na recepcji. W takim otoczeniu:


O pracy napisze wiecej, jak juz sie tam na dobre zadomowie. Jedno jest pewne - Francja nie jest zla ;)
Moj TZ chodzi dumny jak paw, ze tak szybko znalazlam fajna prace, moi rodzice tez powtarzaja, ze sa ze mnie dumni. Sama jakos jeszcze w to nie moge do konca uwierzyc i gdyby nie to, ze kontrakt juz podpisany, balabym sie, ze to tylko sen.

A propos snow... niedlugo spelni sie moje, a raczej nasze kolejne marzenie :D Czekamy na tego kruszynka:


Poki co, malenstwo ma dopiero 3 tygodnie i jest jeszcze przy mamusi. Z nami bedzie dopiero w czerwcu. Juz nie mozemy sie doczekac!!! Zbieramy wyprawke i odliczamy dni do kolejnych odwiedzin hodowli :)

piątek, 3 kwietnia 2015

Takie Swieta...

Slyszalam i widzialam, ze w Polsce piekna wiosna! ;)
U nas lato juz blizej niz dalej.
Oto, jak spedzilam ostatnie 2 dni - na tarasie przy 22 stopniach w sloncu:



Podziele sie z Wami ciepelkiem i  piekna pogoda, ale tylko w zamian za zurek i kawalek bialej kielbasy ;)
Wesolych, pogodnych i radosnych Swiat Wielkanocnych!

środa, 25 marca 2015

Swiateczne przemyslenia

Wypadaloby napisac maly update, bo jedna notka na miesiac to troche malo ;)
Zycie plynie sobie w wolnym i spokojnym tempie. Czasem chcialabym, zeby czas nieco przyspieszyl i bylo juz po Swietach. W kwietniu czekaja mnie w koncu zmiany i juz nie moge sie ich doczekac!
A propos Swiat - w tym roku w ogole nie czuje ich klimatu... gdyby nie fakt, ze niedawno w supermarketach na samym wejsciu wrzucili pare ton czekoladowych kroliczkow i jajek, nie mialabym pojecia, ze to juz teraz. Sprawdzilam w kalendarzu - ja pie$#^!& to juz w nastepna niedziele!! 
Rok temu Swieta Wielkanocne spedzilam we Francji, notka o nich pojawila sie tutaj: http://zycienapoludniu.blogspot.fr/2014/05/paques.html

W tym roku, w zwiazku z niedosytem jaki pozostal po Wigilii, mam ochote na polskie wielkanocne sniadanie, ale moge sobie co najwyzej takie namalowac. Jakby nie liczyc, beda to juz drugie Swieta bez zurku, jajek i bialej kielbasy... zapowiedzialam juz TZowi, ze w grudniu, chocby sie palilo, walilo, samoloty z nieba spadaly i terrorysci strzelali, lecimy na Swieta Bozonarodzeniowe do Polski. Dla mojego TZa polskie tradycje wydaja sie bardzo skomplikowane, a po przeczytaniu artykulu na temat tradycji bozonarodzeniowych (wiecie: oplatek, potrawy, sianko - te sprawy), popadl w pewnego rodzaju letarg, cicho mruczac pod nosem, ze "nigdy tego nie ogarnie". Patrzac na nas z boku trzeba przyznac, ze faktycznie moze sie to wszystko wydawac dziwne... no bo po jakiego grzyba pakowac do koszyczka po kawalku chleba i kielbasy, leciec z tym do kosciola, by ksiadz pokropil woda, a nastepnego dnia ten czerstwy chleb i wysuszona kielbe jesc? ;) Nie mowiac juz o tym, ze tydzien wczesniej lecimy do kosciola z jakims kolorowym habaziem. Francuz tego nie ogarnie :)
Czekam na moment az ustatkujemy sie na 100% i ja im wtedy pokaze, co znacza swieta! Mam ochote zrobic polska Wigilie dla tych wszystkich francuskich nie(do)wiarkow!

wtorek, 3 marca 2015

No nareszcie ;)

Widac moje narzekanie z poprzedniej notki jakos dziwnym sposobem wplynelo na przyspieszenie procesu wydania carte vitale i dzis, jedynie 2 tygodnie od odeslania wypelnionego formularza, przyszedl do mnie poczta moj zielony kawalek plastiku! 



Normalnie mialam ochote skakac pod sufit :) Zdjecie na karcie wyglada w prawdzie jak obraz jakiegos swietego patrona i generalnie wywoluje u nas ironiczne usmieszki pod nosem, ale moglo byc zdecydowanie gorzej ;)
Uznaje zatem miesiac marzec za bardzo fajnie rozpoczety! Biore sie juz na serio za szukanie pracy i mam nadzieje, ze skoro ten miesiac tak dobrze sie zaczal, to i dobrze sie skonczy ;)

Na dokladke - u nas wiosna w pelni, wczoraj bylo 20 stopni ;)

środa, 18 lutego 2015

Francuska biurokracja #2

Na jej temat pisalam juz kiedys posta, wiec jesli macie ochote poczytac o moich pierwszych z nia zmaganiach to odsylam tutaj.
Niestety im dalej w las, tym gorzej. Szczerze uwazam, ze zalatwienie czegokolwiek w polskich urzedach to przy tym bulka z maslem.
Jak wiecie mam ubezpieczenie studenckie, co w praktyce oznacza tyle, ze idac do lekarza place za wizyte, biore specjalny formularz (feuille de soins), wysylam go nastepnie do mojej agencji ubezpieczeniowej, a ona w ciagu paru dni zwraca mi koszty wizyty na moje konto bankowe. Oczywiscie tym sposobem trwa to wszystko kilka dni, jak nie wiecej, bo w koncu musze sie pofatygowac na poczte, list musi do nich dotrzec, potem oni ogarniaja co i jak, wiec zajmuje to troche czasu i wymaga zachodu. Dlatego najlepszym rozwiazaniem jest wyrobienie sobie carte vitale. Podczas wizyty u lekarza najpierw skanuje sie wlasnie karte, a nastepnie placi, dzieki czemu tranzakcja przebiega sprawniej i nie trzeba juz nic pobierac, ani wysylac.
Podczas wybierania ubezpieczenia zdrowotnego agentka zapewnila mnie, ze wyrobienie carte vitale zajmuje 1 miesiac od momentu zlozenia papierow. Mysle sobie: "ok, jeden miesiac to jeszcze nie tak duzo". Podala mi dokumenty potrzebne do wyrobienia karty, zlozylam je wraz z zapisywaniem sie do ubezpieczalni i czekalam w nadziei, ze skoro ubezpieczenie jest wazne od pazdziernika, to karta powinna przyjsc w listopadzie. Pod koniec listopada przyszedl list informujacy o przydzieleniu mi numéro d'immatriculation (cos w rodzaju naszego PESELu) i notatka, ze jesli chce wyrobic sobie carte vitale to nalezy doslac jeszcze kilka dokumentow. Fotokopia dowodu osobistego i przetlumaczony odpis aktu urodzenia. Super. Szkoda tylko, ze dokladnie te same dokumenty juz skladalam. Lekko wkurzona wyslalam niezwlocznie co potrzeba, liczac, ze moja carte vitale przyjdzie po Nowym Roku. W styczniu ni widu ni sluchu, wiec wraz z TZ, ktoregos dnia pojechalismy do odpowiednika polskiego NFZ spytac o status mojej karty (w koncu maja wglad w takie rzeczy, bo wszystkie karty robione sa w jednym miejscu). Tam powiedzieli, ze nie moga nam pomoc i mamy sie udac bezposrednio do ubezpieczalni, czyli do LMDE. Bedac w Montpellier po odbior dyplomu, zahaczylam o agencje, gdzie czekalam chyba z 40 minut, tylko po to, zeby dowiedziec sie, ze agentka, z ktora rozmawialam wprowadzila mnie w blad i w moim przypadku (jestem obcokrajowcem) wyrobienie carte vitale zajmuje do 6 miesiecy!!! 3 miesiace trwa przyznanie "peselu" stalego, bo obecnie mam tymczasowy, a kolejne 3 miesiace wyrobienie karty. SWIETNIE. Pytam sie goscia, czy moze sprawdzic status mojej sprawy i czy wszystkie dokumenty sa w porzadku. Status "w toku". Mysle sobie: "dobrze, ze chociaz dokumenty sa ok". 
Kilka dni temu otrzymalam kolejny list z formularzem do wypelnienia i prosba o doslanie fotokopii mojego dowodu osobistego (ktora juz wysylalam 2 razy).

Generalnie to juz sama nie wiem czy sie smiac czy plakac. 
Mozecie sie dziwic, czemu tak mi zalezy na tej karcie, przeciez i tak czesto do lekarza nie chodze. No nie, ale:
1) ze wzgledu na brak karty i moj tymczasowy numer, musze placic w aptece za leki, ktore powinny byc darmowe, farmaceuci odrzucaja moj numer twierdzac, ze jest nieprawidlowy,
2) wielu pracodawcow wymaga posiadania carte vitale (tak! to kolejna chora sytuacja i bledne kolo, no bo jak mozna miec karte, skoro nie jest sie ubezpieczonym, a nie jest sie ubezpieczonym, bo sie nie pracuje?).
Francja to kraj absurdow. Serio.

Podobna sytuacje mialam przy okazji zakladania konta bankowego, gdzie pracownik poprosil mnie o dokument potwierdzajacy to, ze jestem ubezpieczona konkretnie w LMDE (ten bank i moja ubezpieczania maja "deal" miedzy soba i zakladajac tam konto moglam liczyc na tansze oplaty). Niestety na tamta chwile nie bylam jeszcze oficjalnie zarejestrowana w LMDE, bo zeby to zrobic potrzebowalam numeru konta bankowego ;) Bledne kolo nr 2!

Ogolnie jesli w urzedzie lub gdziekolwiek ktos Wam mowi, ze na cos czeka sie miesiac, to przemnozcie to x2, a dla wiekszej pewnosci x4. 
Wyrabiajac karte miesieczna na przejazdy pociagiem, mialam ja dostac w ciagu 2 tygodni, a dostalam po ponad 2 miesiacach.

Zona mojego tescia czekala na swoja carte vitale 18 miesiecy (!!!) tylko dlatego, ze wczesniej miala wspolne ubezpieczenie i wspolna karte ze swoim mezem, a po rozwodzie musiala wyrobic swoja. Jak dla mnie troche przeginka...
Ponoc, jesli zalezy Wam na carte vitale, a np. wasz partner ja juz posiada, to warto dopisac sie do jego ubezpieczenia, wtedy uzywacie jego numeru, a wasza karta przychodzi po miesiacu. Ponoc. Tak slyszalam.

To tyle jest chodzi o wylewanie zali na francuska skomplikowana administracje! Na pewno jest ona zdecydowana wada tego kraju.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Po przerwie...

Na wstepie chcialam przeprosic wszystkich moich czytelnikow za brak nowych postow. Niestety grudzien i styczen byly dla mnie dosc ciezkie, intensywne i obfitowaly w wiele ciagnacych sie za soba problemow zdrowotnych. Ogrom stresu, ktory towarzyszyl egzaminom koncowym bardzo oslabil moj organizm, przez co praktycznie non stop chorowalam. Wrocila takze nerwica lekowa, z ktora borykam sie od dwoch lat i ktora czesto nie pozwala mi normalnie funkcjonowac, ale nie o tym chcialam pisac. Nauczylam sie, ze nie nalezy obarczac innych swoimi problemami, bo kazdy z nas ma swoje - mniejsze lub wieksze. Osoby, ktore maja podobne problemy do moich powinny poszukac pomocy u specjalisty lub przynajmniej wsrod innych osob cierpiacych na te sama chorobe (aby moc sie wzajemnie dzielic emocjami i wspierac).

Koniec smutkow :)
Nie wiem czy uda mi sie nadrobic ostatnie 2 miesiace w jednym poscie, ale sprobuje.

W Wigilie postanowilam przetestowac po raz pierwszy francuska sluzbe zdrowia i moj TZ wiozl mnie pol przytomna do lekarza, a potem na badania do laboratorium ;) Na szczescie leki postawily mnie na nogi na tyle, ze wytrwalam na kolacji az do polnocy. Byla to moja pierwsza Wigilia we Francji i szczerze mowiac troche sie zawiodlam sposobem jej spedzania, ale o tym powinnam napisac osobna notke :) Ogolnie bylo bardzo wesolo, wiec milo spedzilam czas. Rowniez pierogi ruskie, ktore ulepilismy specjalnie na te okazje z TZem zrobily furrore wsrod Francuzow :) Upieklismy tez makowca, a ja dodatkowo zrobilam ciasteczka-reniferki :)









Sylwestra spedzilismy we dwojke - ja wciaz lekko chora nie mialam ochoty na zadne wyjscia. Chcielismy zarezerwowac stolik na kolacje w jednej restauracji, ale troche za pozno sie obudzilismy, wiec skonczylo sie zamowieniem zarcia z naszej ulubionej japonskiej knajpy ;) Pozniej zrobilismy sobie pyszne fondue czekoladowe:




Polecam!!! Wystarczy roztopiona czekolada i owoce/pianki :)

W Nowy Rok pogoda byla piekna, wiec wyskoczylismy na spacer do Valras. Niestety nie tylko my wpadlismy na ten pomysl - na deptaktu tlumy, ale i tak bylo fajnie :)



11. stycznia polecialam na tydzien do Polski i po ponad 5 miesiacach zobaczylam sie w koncu ze swoja rodzina i przyjaciolmi :D Bylo super - tydzien zlecial w mgnieniu oka i az zal bylo wyjezdzac, choc tez bardzo sie stesknilam za moim TZem :) Nadrobilam zaleglosci, odwiedzilam moja stara grupe i nauczycielke z francuskiego w AF, zalapalam sie na czwarte urodziny mojej chrzesnicy, odwiedzilam okuliste, zrelaksowalam sie na saunie i na masazu, pogadalam sobie w koncu troche po polsku :D Aha i najwazniejsze - zmienilam fryzure ;) Mam teraz mojego ulubionego asymetrycznego boba, do tego lekkie ombre z przodu :)



Moze byc? ;)

Po powrocie do Francji pojechalam do Montpellier odebrac dyplom i wyniki egzaminow koncowych. ZDALAM! Zabraklo mi 0.3 punkta w sredniej do oceny Très bien (bardzo dobry), ale i tak jestem super szczesliwa :) Oficjalnie juz mowie po francusku na poziomie B2, co w praktyce oznacza tyle, ze jestem w stanie dogadac sie w kazdej sytuacji ;) Zdarzylam sie juz o tym przekonac odwiedzajac moja ubezpieczalnie, ginekologa czy po prostu rozmawiajac z Francuzami na codzien.

Teraz przede mna najtrudniejsza czesc planu "Przeprowadzka do Francji" czyli znalezienie pracy. Spedza mi to sen z powiek, ale wiem, ze predzej czy pozniej sie uda :) Wlasnie jestem w trakcie pisania swojego CV po francusku... Trzymajcie kciuki!

P.S. Tak, blog mial byc zablokowany. Po przemysleniu sprawy uznalam, ze jednak zostawie go tak, jak jest z prostej przyczyny - mam nadzieje, ze dostepne tutaj informacje beda dla kogos pomocne. Zakladajac bloga chcialam stworzyc takie male kompedium wiedzy dla osob wyjezdzajacych do Francji. Osoby, ktore podaly w komentarzach swoj adres e-mail otrzymaly cos ode mnie ;)

czwartek, 8 stycznia 2015

Je suis Charlie

Smutny czas nastal we Francji. Ze wzgledu na wydarzenia srodowe, flagi w calym kraju zostaly opuszczone do polowy, a prezydent oglosil 3-dniowa zalobe narodowa.
W tym czasie wszyscy zadaja sobie wiele pytan... 

Czy mozna calkowicie przewidziec i uchronic sie przed terroryzmem? 
Jak dlugo jeszcze politycy beda jedynie grozic palcem w strone islamskich ekstremistow?
Gdzie leza granice wolnosci slowa i czy zostaly przekroczone?
A przede wszystkim, co zrobic, zeby sytuacja sie nie powtorzyla?

Francuzi wyszli na ulice, a wraz z nimi wiele innych osob na calym swiecie.

zrodlo: Banksy

Ja rowniez jestem Charlie.