Uffff... w końcu odpaliłam swój komputer. Aż ciężko uwierzyć, że od przeprowadzki minęły już ponad 2 tygodnie :) Powoli zaczynam się tutaj czuć jak u siebie, choć ciężko mi było na początku, gdyż nie wiedziałam co, gdzie się znajduje, jakie są zasady panujące w domu TŻ itd. Wiadomo, że każdy ma swoje przyzwyczajenia i żyje według własnego harmonogramu :) Zupełnie inaczej jest przyjechać tu na tydzień lub dwa na wakacje i być gościem, niż mieszkać razem. U nas było o tyle fajnie, że gdy przyjechałam TŻ miał jeszcze 1,5 tygodnia urlopu, więc mieliśmy mnóstwo czasu by nacieszyć się sobą, ogarnąć mieszkanie, zrobić miejsce na moje rzeczy, dokupić meble, dodatki. Jakoś tak wszystko nam płynnie poszło, bez zgrzytów czy kłótni i na razie jest bajkowo :)
Moje paczki przyszły już następnego dnia po przylocie, więc dokładnie 4 dni od ich nadania. Jedna z nich była lekko otwarta, ale nic nie zginęło. Reszta - bez zarzutu. Podczas transportu złamały mi się jedne kolczyki, ale TŻ je skleił, więc nie było problemu. Przeraziła go natomiast ilość moich rzeczy, szczególnie butów i przyznam, że do teraz mamy problem z ulokowaniem ich w szafie ;)
W poniedziałek pojechaliśmy na chwilę do taty TŻa, chwila przerodziła się w kilkugodzinne spontaniczne posiedzenie przy pizzy i dobrym winie. Tato TŻa wraz z żoną przyjęli mnie bardzo ciepło i wznieśli toast za moją przeprowadzkę do Francji :) Było przemiło, a najbardziej śmialiśmy się, gdy próbowałam nauczyć ich kilku polskich zwrotów :D Niektóre nasze szeleszczące wyrazy są dla nich nie do wymówienia ;) Zaprosili nas znów na kolację w tę sobotę :)
Od 13/08 do 17/08 odbywała się w mieście znana i lubiana Feria de Beziers, czyli festiwal oparty na corridzie. W Arenach trwały walki byków, a na kilku scenach w różnych częściach miasta odbywały się koncerty i imprezy. Centrum miasta było zamknięte dla ruchu ulicznego, a wszystkie miejsca były wypełnione ludźmi świętującymi, tańczącymi, biesiadującymi. Po prostu jedna, wielka impreza :) Każdy dzień ferii obfitował w różne atrakcje, nie tylko związane z corridą. Pełen program możecie zobaczyć pod tym linkiem: Feria de Beziers 2014
My wybraliśmy się w piątek obejrzeć sławną już paradę. Ulicami miasta przechodzą artyści - głównie orkiestry i grupy taneczne, ubrani na kolorowo i wykonujący różne utwory i układy taneczne. Niesamowite przeżycie :) Mam kilka filmików, które może uda mi się wrzucić przy kolejnej okazji.
Po obejrzeniu parady udaliśmy się na bd Jean Jaures, gdzie napiliśmy się świeżego piwa z piwiarni jednego z kolegów TŻa. Piwo jest przepyszne i staje się powoli jednym z rozpoznawanych produktów regionalnych Langwedocji.
La Gorge Fraiche występuje w dwóch rodzajach: blonde i blanche. Sama nie wiem, które wolę bardziej - ciągle mi się zmienia ;) W każdym razie od kiedy pojawił się ten browar, nie pijemy z TŻem żadnego innego.
W ostatni weekend udaliśmy się też na plażę do Les Orpeillieres, która leży dokładnie pomiędzy Serignan a Valras. Jest to chyba moja ulubiona plaża w okolicy - mniej uczęszczana (chociaż ciężko było znaleźć miejsce parkingowe...), przez co nie ma tłoku, a jednocześnie bardzo naturalna i czysta.
Kilka fotek z instagrama :) Jesli macie ochotę mnie tam śledzić - jestem pod nickiem petite_iria :)
A oto w jakich warunkach muszę uczyć się francuskiego... ;)
A bientot!
Czas przyśpieszył niesamowicie w ciągu ostatnich 2 tygodni! Nawet nie wiem kiedy to minęło. Ostatnie dni były lekko stresujące, a to za sprawą pewnej przypadłości, którą mam i przez którą musiałam odwiedzić dodatkowo kilku lekarzy... prawdopodobnie to nic poważnego, ale dzisiaj mam specjalne badanie, które to zweryfikuje. Mam nadzieję, ze wszystko będzie ok! Niemniej jednak zawsze dopada mnie przedwyjazdowy pech - w poprzednie wakacje przed wylotem do Francji zaczął boleć mnie żołądek, jak się później okazało po gastroskopii, mam nadżerki i refluks. Nie muszę chyba opowiadać jak wspaniałe miałam przez to wakacje ;) Ścisła dieta, dokuczliwy ból.... Więc tradycyjnie w tym roku podobnie ;) Pocieszające jest to, że inne badania wyszły książkowo :) Czekam jeszcze na wyniki cytologii.
Weekend minął na pakowaniu kartonów. Zmieniłam koncepcję przeprowadzkową i uznałam, że nie ma sensu płacić w Ryanairze za dodatkowy bagaż 35 kg aż 400 zł (!!!) i lepiej wysłać wszystko kurierem. Jestem w dość komfortowej sytuacji, bo firma, w której pracuję ma podpisaną umowę z UPS i mogłam całkiem tanio wysłać swoje rzeczy. W sumie za 3 paczki: 17, 13 i 12 kg zapłaciłam 256 zł, czyli dużo taniej niż za bagaż rejestrowany. Zobaczymy jeszcze w jakim stanie te paczki dojdą do Francji ;)
W każdym razie lecę jedynie z bagażem podręcznym, co jest dużym ułatwieniem.
Nie mogę uwierzyć, że to już pojutrze! Oboje z TŻem nie możemy się doczekać! Stęskniłam się ogromnie :)
Na dziś i jutro zostawiłam sobie kilka ostatnich spraw, tj. zdanie kluczy do pracy, zdjęcie simlocka z telefonu, wizyta w banku. Znalazłam również chwilkę czasu na obiad z przyjaciółkami :)
W piątek był mój ostatni dzień w biurze, na pożegnanie dostałam od szefostwa i współpracowników piękny kosz owoców, a przy nim liścik z zabawnym wierszykiem :)
Sama też przyniosłam ciacha i w miłej atmosferze po raz ostatni napiliśmy się kawy :)
Notka mi wyszła trochę bez ładu i składu, ale piszę na szybko, bo zaraz jadę na badanie. Odezwę się pewnie po przylocie do Francji.
Mam jeszcze pytanie do czytelników (jeśli tacy są ;)) - zastanawiałam się nad prowadzeniem również vloga. Powiedzcie czy mielibyście ochotę na filmiki o francuskiej tematyce (życie we Francji, kultura, kuchnia itd.) w moim wykonaniu?
Ściskam! Do napisania z francuskiej ziemii :)