wtorek, 2 września 2014

Zderzenie z francuską biurokracją...

O tak, o francuskiej biurokracji słyszałam wiele, jeszcze zanim zdecydowałam się na wyjazd do Francji... komentarze na jej temat są głównie negatywne, a mój TŻ wprost twierdzi, że jest ona najgorsza na świecie, utrudniająca życie każdemu. Miałam okazję przekonać się o tym na własnej skórze, jadąc do swojej szkoły do Montpellier po raz pierwszy na tzw. zapisy ostateczne. Ponieważ do Montpellier mam około 50 min pociągiem, a potem dodatkowo 15 min tramwajem na sam Uniwersytet, liczyłam, że wszystko uda mi się załatwić jednego dnia, tzn. zapisy, test pisany, test ustny. Niestety, jedyne, co udało mi się tego dnia osiągnąć to otrzymanie dwustronnicowego formularza do wypełnienia oraz ustalenie daty i godziny testów oraz zapisu ostatecznego. Musiałam się zatem znów pojawić w szkole 2 dni później. Oczywiście zapomnijcie o załatwianiu czegokolwiek w języku angielskim. Naturalnie Pani w sekretariacie zna ten język, ale jak usłyszy, że ktoś się już wcześniej uczył od razu przechodzi na francuski. W tym dniu dowiedziałam się także na czym polega francuski system zdrowotny i że skoro moja karta EKUZ ważna jest jedynie do 25/09 (a nie na rok!) muszę wykupić sobie, jako student, ubezpieczenie socjalne w kwocie 213 Euro/rok. W sumie po cichu z TŻem liczyliśmy się z tym, że jednak będę musiała to ubezpieczenie wykupić i koniec końców dobrze się stało. Poniżej nastąpi krótkie wyjaśnienie jak wygląda ubezpieczenie medyczne we Francji:
Ubezpieczenie podstawowe, które pozwala korzystać z usług lekarskich we Francji nazywa się Sécurité sociale i pokrywa od 50 do 70% wydatków związanych z wizytą lekarską, pobytem w szpitalu, leczeniem. W związku z tym, jeśli konsultacja lekarska kosztuje 23 Euro (stała stawka w całej Francji za wizytę dzienną w przychodni) nasze Sécurité sociale zwraca nam za nią 70% poniesionych kosztów. Aby pokrycie naszego leczenia wynosiło 100% należy wykupić dodatkowo ubezpieczenie komplementarne czyli complémentaire santé.
Ja jako swoje Sécu wybrałam LMDE, chyba najpopularniejsze studenckie centrum ubezpieczeniowe, natomiast TŻ dopisze mnie do swojego ubezpieczenia komplementarnego :) 
Wracając do tematu biurokracji... z tego co pamiętam w PL, w szkole można było sobie wykupić ubezpieczenie i nic już nas więcej nie interesowało - to szkoła załatwiała za nas papierkową robotę. Pamiętam czasy, gdy do lekarza chodziło się za okazaniem legitymacji studenckiej, która jednocześnie stanowiła dowód ubezpieczenia. Cóż... nie wiem, jak jest teraz, bo przez ostatnie kilka lat byłam ubezpieczona przez pracodawcę, ale we Francji ubezpieczenie należy załatwić sobie samemu, nieważne czy jest się rodowitym Francuzem czy obcokrajowcem. Wszyscy studenci poniżej 28 r. ż. muszą być ubezpieczeni. Jedyne, co możemy zrobić przez uczelnie to zapłacić za swoje sécu w sekretariacie czekiem, kartą lub przelewem. Resztę rzeczy, czyli:
- wypełniony formularz zgłoszeniowy,
- deklarację wyboru lekarza pierwszego kontaktu,
- dane swojego francuskiego konta bankowego,
oraz jeśli chcemy dodatkowo dostać carte vitale (karta, którą się legitymujemy u lekarza - warto mieć):
- 2 zdjęcia,
- kopia odpisu aktu urodzenia,
musimy doręczyć osobiście lub wysłać pocztą na adres odpowiedniej agencji. 
Wyobraźcie sobie teraz np. takiego studenta z Azji (przykład, w moim instytucie najwięcej przewija się właśnie Azjatów), który przyjechał do Francji nauczyć się francuskiego i w ogóle nie mówi jeszcze w tym języku. Musi on iść do banku i założyć w nim konto (co nie jest łatwe we Francji, ale o tym innym razem), znaleźć najbliższą przychodnię, zadzwonić do niej, umówić się do lekarza i poprosić go, aby wypełnił mu deklarację. Dodatkowo do dokumentów dołączyć prośbę o przyznanie carte vitale. I wszystko to w kraju, gdzie naprawdę ciężko dogadać się po angielsku. Szczerze? Mówię jakoś po francusku, ale nie wiem, jak bym sobie z tym poradziła sama. Dziewczyna, która tłumaczyła mi na czym to wszystko polega sama stwierdziła, że nawet dla Francuzów jest to bardzo skomplikowane.
Wczoraj mój TŻ miał wizytę u lekarza, więc przy okazji przefajny pan doktor wypełnił mi deklarację i mam już jeden dokument mniej z głowy ;)
Na razie cieszę się i korzystam z ostatnich dni wakacji. 8/09 na maila mam dostać rozpiskę zajęć i wtedy też dowiem się do jakiej grupy i na jaki poziom trafiłam. Ogólnie po testach byłam załamana... wszyscy, którzy wychodzili mówili, że bardzo trudne, a były tam osoby mówiące dużo lepiej ode mnie. Marzyło mi się dostać na poziom B1, ale to chyba raczej niemożliwe... no nic. Jakoś to przeżyję ;)
Na koniec tej przydługiej notki porcja fotek. Jak widać u nas lato w pełni :)

Mój kampus:
Dziedziniec - wejście główne


 Dziwne budynki... co to za styl? ;)

Niedziela na plaży w Valras:




A na koniec kartka, którą dostaliśmy od cioci TŻa :) Zupełnie mnie zaskoczyła, ale było to przemiłe! Ciocia mieszka w Valras, więc w niedzielę przy okazji wyprawy na plażę odwiedziliśmy ją i podziękowaliśmy za miły liścik.




"Mój mały Lolo. Dzień dobry Sylwia.
Gratulacje podjęcia waszej decyzji. Piękna i długa historia między wami.
Bardzo się cieszę. Babcia też.
Buziaki, Noelle."

Starałam się przetłumaczyć w miarę sensownie, gdyż dosłownie - nie byłoby to tak urocze :)

10 komentarzy:

  1. Od biurokracji nie uciekniesz :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh, w Hiszpanii też jest z tym trochę biurokracji, jak wszędzie chyba, w sumie, tak patrząc obiektywnie, to w Pl najłatwiej to załatwić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie, a wydawac by sie moglo, ze "nasze urzedasy" sa najgrosze ;)

      Usuń
  3. To jednak u nas nie jest tak źle z tą biurokracją :) Dobrze,że znasz język i masz wsparcie w TŻ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, powiedzialabym nawet, ze na tle Francji wypadamy bardzo dobrze :) chociaz trudno mi tutaj ocenic - jednak w Polsce nie zalatwiam nic z perspektywy obcokrajowca.

      Usuń
  4. Masakra z tą biurokracją... no ale cóż trzeba to przetrwać i do przodu.
    Urocza kartka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczatki sa najtrudniejsze, a potem moze bedzie prosciej. Niestety ale biurokracja nas nie ominie i na pozniejszych etapach...

      Usuń
  5. a ja myślałam, że w Polsce jest tragedia.. a tu proszę.
    Nie zazdroszczę! ale życzę Ci dużo cierpliwości :)
    Początki są zawsze najtrudniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki... cierpliwość w tym przypadku jest najważniejsza ;)

      Usuń