Ubezpieczenie podstawowe, które pozwala korzystać z usług lekarskich we Francji nazywa się Sécurité sociale i pokrywa od 50 do 70% wydatków związanych z wizytą lekarską, pobytem w szpitalu, leczeniem. W związku z tym, jeśli konsultacja lekarska kosztuje 23 Euro (stała stawka w całej Francji za wizytę dzienną w przychodni) nasze Sécurité sociale zwraca nam za nią 70% poniesionych kosztów. Aby pokrycie naszego leczenia wynosiło 100% należy wykupić dodatkowo ubezpieczenie komplementarne czyli complémentaire santé.
Ja jako swoje Sécu wybrałam LMDE, chyba najpopularniejsze studenckie centrum ubezpieczeniowe, natomiast TŻ dopisze mnie do swojego ubezpieczenia komplementarnego :)
Wracając do tematu biurokracji... z tego co pamiętam w PL, w szkole można było sobie wykupić ubezpieczenie i nic już nas więcej nie interesowało - to szkoła załatwiała za nas papierkową robotę. Pamiętam czasy, gdy do lekarza chodziło się za okazaniem legitymacji studenckiej, która jednocześnie stanowiła dowód ubezpieczenia. Cóż... nie wiem, jak jest teraz, bo przez ostatnie kilka lat byłam ubezpieczona przez pracodawcę, ale we Francji ubezpieczenie należy załatwić sobie samemu, nieważne czy jest się rodowitym Francuzem czy obcokrajowcem. Wszyscy studenci poniżej 28 r. ż. muszą być ubezpieczeni. Jedyne, co możemy zrobić przez uczelnie to zapłacić za swoje sécu w sekretariacie czekiem, kartą lub przelewem. Resztę rzeczy, czyli:
- wypełniony formularz zgłoszeniowy,
- deklarację wyboru lekarza pierwszego kontaktu,
- dane swojego francuskiego konta bankowego,
oraz jeśli chcemy dodatkowo dostać carte vitale (karta, którą się legitymujemy u lekarza - warto mieć):
- 2 zdjęcia,
- kopia odpisu aktu urodzenia,
musimy doręczyć osobiście lub wysłać pocztą na adres odpowiedniej agencji.
Wyobraźcie sobie teraz np. takiego studenta z Azji (przykład, w moim instytucie najwięcej przewija się właśnie Azjatów), który przyjechał do Francji nauczyć się francuskiego i w ogóle nie mówi jeszcze w tym języku. Musi on iść do banku i założyć w nim konto (co nie jest łatwe we Francji, ale o tym innym razem), znaleźć najbliższą przychodnię, zadzwonić do niej, umówić się do lekarza i poprosić go, aby wypełnił mu deklarację. Dodatkowo do dokumentów dołączyć prośbę o przyznanie carte vitale. I wszystko to w kraju, gdzie naprawdę ciężko dogadać się po angielsku. Szczerze? Mówię jakoś po francusku, ale nie wiem, jak bym sobie z tym poradziła sama. Dziewczyna, która tłumaczyła mi na czym to wszystko polega sama stwierdziła, że nawet dla Francuzów jest to bardzo skomplikowane.
Wczoraj mój TŻ miał wizytę u lekarza, więc przy okazji przefajny pan doktor wypełnił mi deklarację i mam już jeden dokument mniej z głowy ;)
Na razie cieszę się i korzystam z ostatnich dni wakacji. 8/09 na maila mam dostać rozpiskę zajęć i wtedy też dowiem się do jakiej grupy i na jaki poziom trafiłam. Ogólnie po testach byłam załamana... wszyscy, którzy wychodzili mówili, że bardzo trudne, a były tam osoby mówiące dużo lepiej ode mnie. Marzyło mi się dostać na poziom B1, ale to chyba raczej niemożliwe... no nic. Jakoś to przeżyję ;)
Na koniec tej przydługiej notki porcja fotek. Jak widać u nas lato w pełni :)
Mój kampus:
Dziedziniec - wejście główne
Dziwne budynki... co to za styl? ;)
A na koniec kartka, którą dostaliśmy od cioci TŻa :) Zupełnie mnie zaskoczyła, ale było to przemiłe! Ciocia mieszka w Valras, więc w niedzielę przy okazji wyprawy na plażę odwiedziliśmy ją i podziękowaliśmy za miły liścik.
"Mój mały Lolo. Dzień dobry Sylwia.
Gratulacje podjęcia waszej decyzji. Piękna i długa historia między wami.
Bardzo się cieszę. Babcia też.
Buziaki, Noelle."
Starałam się przetłumaczyć w miarę sensownie, gdyż dosłownie - nie byłoby to tak urocze :)







Od biurokracji nie uciekniesz :p
OdpowiedzUsuńNiestety...
UsuńHeh, w Hiszpanii też jest z tym trochę biurokracji, jak wszędzie chyba, w sumie, tak patrząc obiektywnie, to w Pl najłatwiej to załatwić :D
OdpowiedzUsuńNo wlasnie, a wydawac by sie moglo, ze "nasze urzedasy" sa najgrosze ;)
UsuńTo jednak u nas nie jest tak źle z tą biurokracją :) Dobrze,że znasz język i masz wsparcie w TŻ :)
OdpowiedzUsuńNie, powiedzialabym nawet, ze na tle Francji wypadamy bardzo dobrze :) chociaz trudno mi tutaj ocenic - jednak w Polsce nie zalatwiam nic z perspektywy obcokrajowca.
UsuńMasakra z tą biurokracją... no ale cóż trzeba to przetrwać i do przodu.
OdpowiedzUsuńUrocza kartka ;)
Poczatki sa najtrudniejsze, a potem moze bedzie prosciej. Niestety ale biurokracja nas nie ominie i na pozniejszych etapach...
Usuńa ja myślałam, że w Polsce jest tragedia.. a tu proszę.
OdpowiedzUsuńNie zazdroszczę! ale życzę Ci dużo cierpliwości :)
Początki są zawsze najtrudniejsze.
Dzięki... cierpliwość w tym przypadku jest najważniejsza ;)
Usuń