6.08.2014 to już dokładna data wyjazdu :) Bilet lotniczy w jedną stronę kupiłam na początku maja, udało mi się upolować go w całkiem fajnej cenie (jak na sezon wakacyjny) - 211 zł. Do tego oczywiście dojdą opłaty za bagaż rejestrowany, prawdopodobnie ten największy 15+20 kg, ale wykupię tę opcję dopiero przed wyjazdem, gdy już ogarnę pakowanie i będę wiedziała, co i jak. Reszta rzeczy, jeśli będzie taka potrzeba, pójdzie paczkami.
Myślę, że każda osoba wyjeżdżająca na stałe za granicę ma podobne problemy. Dokładnie trzeba przemyśleć to, po co jedziemy i co będziemy robić na miejscu. Osobiście jestem osobą zorganizowaną i nie wyobrażam sobie jechać gdziekolwiek w ciemno, licząc na łut szczęścia. Dla osób wyjeżdżających do Wielkiej Brytanii, Niemiec lub gdziekolwiek, gdzie język jest im znany, prawdopodobnie jedynym zmartwieniem jest znalezienie mieszkania i pracy. Ja jestem w trochę innej sytuacji. Języka francuskiego zaczęłam uczyć się na poważnie dopiero w październiku zeszłego roku, kiedy było już wiadomo, że będę się przeprowadzać. Oczywiście po tylu latach jestem już dość osłuchana i język ten nie jest mi zupełnie obcy, ale daleko mi do poziomu, który zapewniłby mi znalezienie pracy. W związku z tym, zdecydowaliśmy z TŻem, że najpierw nauczę się porządnie języka i na tym się skupię, a dopiero później zacznę szukać pracy. W poszukiwaniu szkoły pomogła mi rozmowa z koleżanką, która kilka lat temu była w identycznej sytuacji i również wyjechała do Francji za swoim chłopakiem (w czerwcu już mężem!) ;) To ona poleciła mi wybrać kurs semestralny dla obcokrajowców na najbliższym uniwersytecie. Niestety szkoły językowe pod tym względem wypadają dość blado i... drogo. Spędziliśmy więc w sumie kilka godzin z TŻem na googlowaniu i ogólnym researchu najbliższych kursów. Pierwszy trop okazał się tym najlepszym i po wymianie kilku e-maili z sekretariatem zdecydowaliśmy wspólnie, że powinnam iść na Université Paul-Valéry w Montpellier. Dokładnie, instytutem zajmującym się organizacją studiów oraz kursów dla obcokrajowców jest IEFE czyli Institut d'Etudes Francaises pour Etrangers. Kurs semestralny trwa od września do grudnia lub od stycznia do maja i obejmuje 16 godzin nauki francuskiego w tygodniu, podzielonych na przedmioty takie jak gramatyka, leksyka, laboratorium fonetyczne, laboratorium multimedialne i inne. Do nauki francuskiego wykorzystywane są najnowsze technologie.
źródło
Oprócz tego można liczyć na dodatkowe warsztaty raz w tygodniu w zależności od poziomu, na jakim się jest:
- kuchnia i kultura francuska (na każdym poziomie)
- nauka o winie (od poziomu A2)
- język francuski na uniwersytecie (od poziomu B2).
Od poziomu B1 można także wybrać sobie 2 dodatkowe przedmioty spośród kilku, np. literatura francuska, wiedza o społeczeństwie, historia Francji itd.
Kursy semestralne na uniwersytetach są bardzo intensywne i ciężkie, ale przynoszą niesamowite efekty, szczególnie dla osób, którym zależy na szybkim opanowaniu języka.
Cały kurs kosztuje w sumie 1250 Euro, w tym 150 Euro należy zapłacić przy pre-inskrypcji, która trwa do 30 maja. Ograniczeń wiekowych nie ma, a jeśli chodzi o wykształcenie - na kurs może zapisać się każda osoba posiadająca przynajmniej świadectwo ukończenia szkoły średniej.
Kolekcjonowanie wymaganych dokumentów zajęło mi trochę czasu, gdyż razem z wypełnionym formularzem należy przesłać także m.in. kopię świadectwa/dyplomu (w moim przypadku dyplom magisterski) i jego oficjalne tłumaczenie. Ja przy okazji wizyty u tłumaczki przysięgłej przetłumaczyłam sobie wszystkie dyplomy, które posiadam, żeby mieć na przyszłość. Oryginały dokumentów należy okazać podczas finalnej inskrypcji, która trwa od 26.08 do 3.09. Dla osób nie posiadających żadnego certyfikatu językowego przewidziany jest test pisany oraz oralny, który zdecyduje o przydzieleniu do odpowiedniej grupy.
Komplet dokumentów wysłałam pocztą i teraz czekam na decyzję szkoły. Mam nadzieję, że nie będzie problemów i w czerwcu otrzymam list o przyjęciu na studia :)

Na Twoim blogu znalazłam wiele przydatnych informacji, czekam na kolejne wpisy:) z TŻem rozmawiasz po francusku? bo napisałaś, że języka francuskiego zaczęłaś uczyć się na poważnie dopiero w październiku zeszłego roku, a znacie się już kilka lat. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDzięki temu, że tyle się znamy jestem z tym językiem dość oczytana i osłuchana, dużo rozumiem. Niestety do tej pory miałam straszną blokadę na mówienie, co (jak słyszałam) jest dość powszechne ;) Zmieniło się to dopiero po pójściu na kurs i teraz rozmawiamy zarówno po angielsku, jak i po francusku (tak mniej więcej 60/40). Oczywiście czasami też po polsku :)
UsuńCo do fryzury ;) Są nowe fotki bo znowu podcieniowałam hahah :D
OdpowiedzUsuńA kolor hm...sama nie wiem jak mi taki wyszedł :P Po prostu farbuję coraz jaśniejszą farbą za każdym razem i chyba mi się rozjaśniają :D Teraz znowu zafarbuję jakimś blondem, może znowu będą jaśniejsze :D
Na pewno kurs sie dostaniesz! trzymam kciuki za nauke jezyka! Z przeprowadzka to mozna zawsze na raty. Ja za kazdym razem zabieralam cos ze soba z Polski, choc i tak uwazam, ze nie mialam z tym duzego problemu. Przyzwyczajona do wielu przeprowadzek podczas mojego studenckiego zycia, ograniczylam moje rzeczy do minimum. Pozdrawiam!!!
OdpowiedzUsuń